Moich 5 październikowych zachwytów

Tu i teraz

Lato jak zwykle szybko minęło, a nawet przeminęło. Z wiatrem, deszczem i chłodem przyszła jesień. Ale biorąc sobie do serca moje nowe nastawienie do życia, przyjęłam jesień z godnością i skupiłam się na pozytywach. Na tym, co tu i teraz.

Poniżej lista moich październikowych inspiracji, które mnie niosły przez ten dosyć trudny dla mnie miesiąc. To bardzo moje, subiektywne zachwyty, ale chętnie się nimi podzielę, bo niektóre mnie tak jarają, że nie mogę ich zostawić tylko dla siebie 🙂

# 1 Sukulenty i inne zieloności

Tak, wiem, że teraz chyba wszyscy je mają i pokazują w intwrnetach, wkomponowane w nieskazitelnie białe skandynawskie wnętrza.. I ja je tam namiętnie podglądam 😊 I się w nich naprawdę zakochałam!! Są zielone, trudno je zabić (u mnie są nadal w fazie testów) i zdecydowanie poprawiają mi humor. Miałam kiedyś kwiaty – żeby nie było, że nie próbowałam. Wszystko uschło. Lub zgniło. Mocno się zniechęciłam – tak na kilka lat. Ale na fali moich nowych doświadczeń, po eksperymentach z pietruszką i szczypiorkiem ośmieliłam się na wejście na wyższy poziom ogrodnictwa. I teraz rozkładam po domu te piękności w białych doniczkach, że aż miło 🙂

# 2 Jesienne potrawy vege

Cudowne pomidory na kanapeczkach są już wspomnieniem, więc musiałam przerzucić się na coś innego. A że moja uprawa natki pietruszki wymagała ofiar, miałam dużo białych korzeni. Znalazłam przepis na tzw. chipsy z warzyw i odważnie w to weszłam. Cieniuteńko pokrojone (?) za pomocą obieraczki plasterki pietruszki i marchewki, skropione oliwą, posypane solą morską i przyprawami (rozmaryn, tymianek, pieprz) i upieczone w piekarniku. Kocham!! A jak już tak piekłam, to dorzuciłam też bakłażana, z którego robię cudowne pasty do chleba. I paprykę czerwoną. Opiekam na czarno, zdejmuję skórę, doprawiam oliwą, czosnkiem i solą i powstaje rozpływająca się w ustach alternatywa dla pomidora. Jeść nie umierać 🙂

# 3 Dziennik wdzięczności

Czyli spisywanie codziennie tego, co nas zachwyciło, poruszyło, wywołało naszą wdzięczność dla życia. Myślenie pozytywne jest trudne. Kiedyś było to dla mnie wręcz nieosiągalne. Ale nauczyłam się, że można nad tym popracować. Optymizm to nasze nastawienie. Jeśli systematycznie będę dawać sobie sygnał, dowód, że mam za co dziękować, że mam za co być wdzięczna, to z czasem przyniesie to efekty. Poza tym to przykład na to, ile cudownych rzeczy nam umyka, nie zastanawiamy się nad nimi, mijamy w pośpiechu. Warto więc raz dziennie poświęcić kilka minut i zatrzymać się na chwilę. Podziękować. Zauważyć i docenić.

Dziś zapisałam to: dziękuję za poranną rozmowę z moim synem, która otworzyła mi oczy na wiele spraw i sprawiła, że uśmiechałam się do siebie jeszcze długo potem.

# 4 Piosenka I Got That Flow

Znalazłam link do niej w komentarzu w magazynie Szajn (klik). Super dziewczyny, super tematy. Tak.  To jest piosenka o miesiączce. Bardzo rytmiczna 🙂 Nie chodzi mi jednak o to, żeby epatować fizycznością, intymnością czy szokować i pokazywać zakrwawione podpaski. Choć też tego nie neguję. Uważam jednak, że nasza kobiecość nie powinna być tematem tabu. Kobieta nie powinna czuć się winna, że ma okres. To naturalne. I tylko kobiece. Nasze. Traktujmy się z szacunkiem, a w te szczególne dni z wyjątkową dobrocią i czułością dla siebie i swojego ciała. A tak na marginesie, piosenka wpada w ucho 🙂 Zobacz to!

# 5 Fasolowe ciasto czekoladowe

Może to trochę drastyczna zmiana tematu, ale na TE specjalne dla nas dni to danie jest idealne 🙂 Kiedy znalazłam ten przepis, nie wierzyłam, że to w ogóle może smakować. Fasola?! Bleeee. Ale odważyłam się (tak, to był akt odwagi!) i zrobiłam CIASTO Z FASOLI. Wooooo! I zasmakowało. Baaardzo 🙂 Próbowałam wiele przepisów, na początek ten (klik) i ten (klik), z małymi zmianami, bo niektóre składniki, zbyt „zdrowe” lub niedostępne i  zastąpiłam tym, co miałam w kuchni pod ręką. Tak, zgrzeszyłam.. 🙂 I jadłam, jadłam, jadłam 🙂

Okiełznać jesień

Okres jesienny jest ciężkim doświadczeniem. Zarówno organizm jak i psychika muszą przyzwyczaić się do nowych, czasami wręcz drastycznie odmiennych po lecie warunków. Jest ciemno, zimno, wieje, pada i ogólnie to tylko leżeć pod kocem i pić kakao (hmm, lub herbatę z prądem. Lub bez. Bez herbaty 🙂 ) Ale przecież jesień to naturalna kolej rzeczy. Cykl życia. Nie mamy na to wpływu. Mamy jednak wpływ na nasze myśli. Na to jak przeżyjemy ten czas zmian. Proponuję znalezienie swoich własnych zachwytów i uśmiechów. Czasami nawet choćby przez łzy. Bo ćwiczenie czyni mistrza 🙂 Miłej jesieni!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *